6 czerwca 2014

Yankee Candle... Pół roku później.

Wybrałam się dziś do sklepu stacjonarnego w Toruniu i oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami ;) Pierwsze zdjęcie przedstawia moje nowości, które wcale nie przypadkiem są zapachami, które wiele razy oglądałam i wąchałam, ale nigdy wcześniej ich nie kupiłam... Najwyższy czas było to zmienić. 

Z tego miejsca chwalę bardzo pana sprzedawcę z toruńskiego Home & Gifts Boutique, który najpierw zrobił mi prezentację nowości - wosków Partylite, a potem wręczył mi na wypróbowanie dwa tealighty tej marki, prosząc tylko, żebym nie topiła ich jak zwykle w kominku, tylko dała im się wypalić jak należy :D

Postanowiłam w końcu uwiecznić mój zbiorek wosków Yankee Candle i Kringle Candle. Brakuje tylko tych, które trzymam w słoju po Christmas Cookies - 11 sztuk z zapachów Christmas Cookies (a jakże by inaczej), Red Velvet, Merry Marshmallow, Vanilla Cupcake i Vanilla Satin.

Nowości:

I kolekcja zebrana w zasadzie w ciągu ostatnich 6 miesięcy:







Na koniec mieszkanko dla moich wosków:

11 stycznia 2014

W nowym roku z Yankee Candle

Od ponad dwóch miesięcy mam nowe hobby - woski zapachowe i świece Yankee Candle. Już od dawna wiedziałam, że istnieją, ale dopiero w październiku zaopatrzyłam się w kominek i kilka wosków... i pluję sobie w brodę, że wcześniej się nimi nie zainteresowałam! :P Nie znam łatwiejszego sposobu na uprzyjemnienie sobie jesienno-zimowej aury, jaka nam teraz towarzyszy. Wystarczy zapalić podgrzewać (tealight) w kominku do wosków/olejków, wkruszyć niewielką ilość zapachowej tarty i po chwili poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Tylko od nas zależy, czy przeniesiemy się do egzotycznego ogrodu, na plażę, czy do cukierni ;-) Moimi faworytami są słodkie, kuchenne zapachy. Od pierwszego "niuchnięcia" pokochałam aromaty ciast i ciasteczek, jabłek z cynamonem, pianek marshmallow... I wciąż mi mało, wciąż testuję nowe zapachy i nowe kombinacje. Poniżej prezentuję mój zbiorek - zdjęcie zrobiłam przed świętami. Dziś jest już o wiele większy, dołączyła też do niego średnia świeca Pink Sands. Jest to zapach miesiąca i aż do 31 stycznia produkty YC o tym zapachu można kupić znacznie taniej.


Produkty Yankee Candle kupuję stancjonarnie w sklepie Home & Gifts Boutique w toruńskiej galerii Atrium Copernicus oraz online (głównie na Allegro).

21 listopada 2013

Zbiorczy post wrześniowy ;-)

Po dwumiesięcznym ataku blogowego lenistwa zebrałam się i postanowiłam opublikować coś nowego. Zebrało mi się od września sporo zużyć, a jeszcze więcej zakupów... Są wśród nich perełki i im zamierzam poświęcić kilka następnych recenzji. Ale do rzeczy.

1) Lavea, balsam czekoladowy na bazie masła shea (na wagę)


Balsam okazał się lepszy, niż na początku sądziłam. Gdy przyzwyczaiłam się do specyficznego zapachu kakao (bo czekolada to nie była), polubiłam go. Kosmetyk gęstością przypominał balsamy z shea od Organique, choć konsystencję miał gładką, jednolitą. Zużyłam do ust, dłoni, łydek i stóp. Był wydajny. Nie wiem, czy do niego wrócę, wszak mamy ogromny wybór treściwych smarowideł a ja lubię testować nowości.



2) Yves Rocher, Jardins du Monde, Dezodorant w kulce Migdał z Kalifornii

Dezodorant o subtelnym zapachu migdałów z miejsca podbił moje serce (i nos ;-). Był to pierwszy produkt Yves Rocher, z jakim miałam styczność i zapoczątkował moją sympatię do tej marki. Jak się wkrótce dowiecie, całkiem sporą sympatię. Dezodorant ma dobry skład i jest delikatny dla skóry. Mimo stosowania po depilacji/goleniu nigdy mnie nie podrażnił. Nie jest to bloker, ale spełnia swoje zadanie.  Jest bardzo wydajny, ale gdy mi się skończy, wypróbuję wersję z aloesem.







3) Yves Rocher, Purete,Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się


Zachęcona dezodorantem migdałowym, kupiłam kolejny produkt Yves Rocher - tym razem szampon oczyszczający z pokrzywą. Trzeba przyznać, że pokrzywę czuć wyjątkowo wyraźnie i niektórym osobom może to przeszkadzać. Ja do nich nie należę i szampon stosuję z przyjemnością. Włosy myję codziennie, bo są dość cienkie i po nocy mocno wygniecione. Szampon sprawdza się w codziennej pielęgnacji: włosy są czyste, ładnie się układają i nie są przesuszone. Zdarzało mi się odstawiać jakiś szampon, bo po paru dniach zmieniał moje włosy w siano. Szampony YR stosuję od maja/czerwca i jestem im wierna. Obecnie używam wersji odżywczej do włosów suchych i również mi się sprawdza.

10 września 2013

Bielenda, Orzech & Bursztyn, Brązujące masło do ciała

Z natury jestem dość blada, a słońce zwykle zanim mnie opali, to solidnie mnie spiecze. W tym roku postanowiłam nieco pomóc naturze i przybrązowić się z pomocą masła Bielendy. Niestety opakowanie wykończyłam na wakacjach i tym razem nie mam zdjęć.

Opis producenta:
Brązujące masło do ciała o bogatej odżywczej konsystencji, w bezpieczny i przyjazny sposób nadać skórze odcień pięknej naturalnej opalenizny.

Innowacyjna formuła oparta na wyciągu z orzecha włoskiego delikatnie systematycznie przyciemnia odcień skóry, brązowi go i nadaje zdrowego złotego kolorytu. Ekstrakt z bursztynu poprawia jędrności i elastyczność skóry, intensywnie nawilża i pielęgnuje. Masło dobrze się wchłania,przyjazna formuła ułatwia równomierną aplikację, zapobiegając pojawianiu się nieestetycznych smug i miejscowych przebarwień.

Piękna zdrowa naturalna opalenizna bez smug przez cały rok.


***


Mam jasną skórę i u mnie ten balsam dał dość ładną, delikatną opaleniznę w odcieniu rdzawego brązu. Przy smarowaniu nóg polecam omijać kostki i kolana, bo wychodzą bardzo ciemne ;-)  Balsam jest dość wydajny, ma przyjemny zapach i nie brudzi ubrań (trzeba odczekać chwilę aż się wchłonie). Mi raz zabarwił paznokcie od spodu, ale to dlatego, że nie umyłam dokładnie dłoni po aplikacji. Warto o tym pamiętać, bo zabarwione paznokcie niestety się nie zmywają i trzeba poczekać, a paznokieć odrośnie.

Podsumowując balsam jest w porządku. Nadaje koloryt bez smug, choć oczywiście warto wcześniej zrobić peeling i nawilżyć skórę. Wtedy kolor wychodzi równomierny.

Zalety:
- ładnie pachnie (naturalnie orzechem, bez nuty typowej dla samoopalacza)
- po odpowiednim przygotowaniu skóry "opala" równomiernie
- dość wydajny
- łatwo się rozsmarowuje
- nawilża (nie intensywnie, ale wystarczająco)
- niska cena
- nie brudzi ubrań (po odczekaniu, aż się wchłonie)

Minusy:
- po aplikacji trzeba szybko i dokładnie myć ręce, bo balsam trwale odbarwia paznokcie
- dla mnie jest dość ciężki -  jest na bazie parafiny, której moja skóra zbyt nie lubi

8 września 2013

Powakacyjne SOS dla skóry

Po tygodniu spędzonym w upalnej Grecji, gdzie słońce pali o wiele bardziej niż w Irlandii czy Polsce, każdej skórze przyda się specjalne traktowanie. Ja mimo częstego stosowania odpowiednich filtrów, już drugiego dnia stałam się miejscowo buraczkowa i musiałam resztę pobytu spędzić głównie w cieniu ;)


Na przesuszenia i podrażnienia bardzo pomocne są wszelkie kosmetyki z dużą zawartością aloesu. Mi żel z aloesu uratował skórę na ramionach, która bez niego schodziła by mi jak u węża. Złagodził pieczenie i ból, oraz przyspieszył gojenie.

Żele i płyny do kąpieli/pod prysznic zwykle wysuszają mi skórę, także z radością odkryłam, że jest kosmetyk do mycia, który moją skórę pozostawia czystą i w dobrym stanie - piankę Organique. Po wypróbowania tej o zapachu pomarańczy z chili stwierdzam, że jest fajniejsza od greckiej. Na skórze pachnie równie przyjemnie jak w opakowaniu.


Mam również nowego faworyta wśród szamponów do włosów do 15 zł - Yves Rocher, Purete, Purifying Shampoo. Świetnie oczyszcza (również z piasku i morskiej soli) i nie przesusza moich włosów, zresztą już pora na dokładną recenzję, którą dodam wkrótce.

Na recenzję czeka również emulsja do opalania SPF 50 dla dzieci od Kolastyny. Mam bardzo jasną cerę skłonną do przesuszeń i ta emulsja spełniła wszystkie moje oczekiwania. Stosowałam ją jako krem na dzień, pod puder. Na noc nakładałam krem łagodzący AA Eco.

Na wakacjach często nie chce nam się poświęcać na pielęgnację tyle czasu, co zwykle, jednak naprawdę warto. 10 minut rano i wieczorem + stosowanie balsamu z filtrem na plażę i po lecie możemy się cieszyć delikatną i naturalną opalenizną bez przesuszenia lub uszkodzenia skóry. Należy pamiętać, że to jak dziś dbamy o skórę wpływa na to, jak i kiedy zacznie się starzeć ;-)

2 sierpnia 2013

Greetings from Ireland!

Jak widać (a raczej nie widać po mojej aktywności tutaj), od 19 lipca mam wakacje po irlandzku. Po pewnych komplikacjach, mianowicie 9 godzinach opóźnienia na lotnisku w Polsce i extra lądowaniu w Londynie z przyczyn technicznych, wreszcie ujrzałam Irlandię. Wymęczona ale szczęśliwa :-)

O samej Irlandii więcej napiszę po powrocie, tutaj będzie za to o moim "kosmetykowym" spojrzeniu na Zieloną Wyspę. Prawdą jest to, co czytałam o Irlandii wcześniej - rynek i dostępność kosmetyków jest o wiele mniejszy niż w Polsce. Oczywiście można tu spotkać międzynarodowe marki typu Nivea lub Dove, ale po dokładnym przetrząśnięciu półek w Tesco nie znalazłam ANI JEDNEGO szamponu bez SLS/SLES. W końcu zdecydowałam się na Pantene Pro-V, Classic Clarifying Schampoo i musiało mi wystarczyć to, że nie zawiera silikonów. Nieco lepiej poszło mi wybieranie smarowidła do ciała, Nivea, Pure & Natural, Balsam do ciała do skóry normalnej i suchej nie jest co prawda poszukiwanym masłem, ale ma przyzwoity skład. 



Większych zakupów kosmetykowych nie planuję, choć i tak zamierzam czysto hobbystycznie przejść się po drogeriach (a właściwie aptekach, w Irlandii nie ma typowych drogerii, są za to rozbudowane apteki z działem z kosmetykami). Ponadto straszliwie kusi mnie lokalny The Body Shop - niby jest kilka sklepów firmowych w Polsce, ale żaden nie znajduje się w moim mieście. Ponadto liczę na jakieś lokalne promocje ;-)

11 lipca 2013

Moje nowości lipcowe

19 lipca wyjeżdżam na 3 tygodnie za granicę i najprawdopodobniej będzie to przerwa w moim blogowaniu. Do tego czasu postaram się nadrobić zaległości. W ostatnim czasie do mojej kosmetyczki wpadły szampon pokrzywowy i dezodorant z migdałem od Yves Rocher, a także płyn micelarny Kolagenowe Odmłodzenie Bielendy i krem z filtrem dla dzieci SPF 50 Kolastyny. Tak wiec za około 3 tygodnie będzie czas na ich recenzje ;)

Tymczasem wszystkim życzę udanych wakacji!

25 czerwca 2013

Organique, Glinka Ghassoul, 200g

Na glinkę Ghassoul od Organique czaiłam się już od jakiegoś czasu. Niby nigdy nie byłam typem "maseczkowym", w podobną pielęgnację bawiłam się raptem kilka razy w życiu. Jednak trudno było pozostać obojętną wobec peanów na cześć tej glinki, na które można się natknąć przeglądając wizaż i blogosferę. Kiedy okazało się, że glinka Ghassoul wchodzi w zakres kosmetyków objętych promocją z 20-26 maja, nie zastanawiałam się długo.

Przyjrzyjmy się na początek składowi glinki. Jest dość prosty i zawiera 55-65% krzemionki (SiO2), magnez (MgO), aluminium (Al203) oraz sodę, potas i tytan.





Opis producenta: Glinka Ghassoul to w pełni naturalny minerał zbudowany głównie ze stewensytu (minerał gliniasty), którego głównym składnikiem jest krzemian magnezu. Krzemionka po wymieszaniu z wodą przybiera postać błota posiadającego właściwości myjące i odtłuszczające. Glinka ma szerokie zastosowanie (może być używana jako mydło, szampon, maseczka na twarz i ciało a także w zabiegach w salonach SPA & Wellness). Działanie glinki Ghassoul polega na absorpcji zanieczyszczeń - nie jest ona w żaden sposób agresywna dla skóry, włosów, czy śluzówki.



Ja glinkę stosuję na twarz i dekolt, mieszając ją (1 łyżeczka) z wodą (1 łyżeczka) i olejem arganowym (1/3 łyżeczki). Glinkę przygotowuję w drewnianej miseczce i używam drewnianej łyżeczki, jako że nie należy do mieszania glinki używać przyborów z metalu. Po zmieszaniu glinka ma postać rzadkiego błotka, które jednak nie spływa z twarzy. Maseczkę trzymam 10 minut i zmywam używając mokrych wacików kosmetycznych.

Skóra po użyciu jest miękka i nawilżona (dzięki olejkowi). Pory są zmniejszone a cera wygładzona. Nie mam cery problematycznej, także glinka ma u mnie działanie raczej upiększające, niż lecznicze. Kilka razy zdarzyło mi się, że cera była zaczerwieniona, jednak nie była to reakcja alergiczna, a efekt przetrzymania glinki dłużej, niż należało.


Zalety:
- bardzo wydajna 
- można ją kupić w plastikowym słoiku 200g, lub na wagę
- oczyszcza i wygładza cerę bez wysuszania jej
- skóra po użyciu nie jest ściągnięta
- łagodna dla cery

Minusy:
- przy właściwym stosowaniu brak

23 czerwca 2013

Organique, Botanic Garden, Peeling Cukrowy "Marakuja i limonka"

Opis producenta: Kremowy, aromatyczny peeling do ciała z egzotycznymi owocami. Przywraca skórze witalność i zdrowy, świeży wygląd. Naturalne wyciągi z marakui i limonki dostarczają cennych witamin, działają wzmacniająco i rewitalizująco. Masujące kryształki cukru delikatnie pobudzają mikrokrążenie i w naturalny sposób złuszczają martwy naskórek, a unikalna baza stworzona z połączenia masła  Shea i oleju sojowego nadaje skórze gładkość i elastyczność.



Peeling od Organique zamknięty jest w zgrabnym plastikowym słoiczku, lekkim i ładnie prezentującym się na półce. Łatwo się otwiera, nawet mokrymi rękami. Do zakupu przekonał mnie przede wszystkim prześliczny zapach peelingu, świeży i lekki, idealny na lato. Nie bez znaczenia był też ekologiczny skład kosmetyku, opatrzony etykietką "Safe formula" - peeling nie zawiera parabenów, PEG-ów, pochodnych formaldehydu, SLS-ów i SLES-ów, silikonów, wazeliny, parafiny i oleju mineralnego. Producent daje nam zatem gwarancję, że kosmetyk nie zrobi krzywdy nawet wrażliwej skórze. Moja jest dość wymagająca, dlatego uważnie czytam etykietki.  

Kosmetyk jest bardzo przyjemny w użyciu. Kryształki cukru porządnie ścierają martwy naskórek, pozostawiając skórę miękką i wygładzoną. Cukier rozpuszcza się w trakcie masażu, jednak nie na tyle szybko, by peeling się marnował. Zawarte w peelingu olejki delikatnie natłuszczają skórę, i o ile nie jest ona bardzo sucha, nie wymaga dodatkowego balsamu. Zdarzyło mi się użyć peelingu do twarzy i ust - ładnie usunął suche skórki.



Podsumowując, kosmetyk spełnia wszystkie obietnice producenta. Ściera i wygładza naskórek, nie oblepiając go jednocześnie warstwa parafiny i silikonów. Dzięki temu dalsze zabiegi pielęgnacyjne są o wiele skuteczniejsze. Polecam peeling "Marakuja i limonka" wszystkim, którzy doceniają pielęgnację w zgodzie z naturą i nie lubią nadmiaru chemii w kosmetykach.

Zalety:
- pięknie pachnie
- dobrze, a zarazem delikatnie ściera
- ma bezpieczny skład
- nie brudzi wanny
- skóra po użyciu peelingu jest bardzo przyjemna w dotyku
- mam wrażenie, że pomaga na wrastające po depilacji włoski

Minusy:
- dość wysoka cena (59 zł), jednak przy tym stosunku jakości do ceny, uważam że są to dobrze zainwestowane pieniądze

19 czerwca 2013

Organique, Bath Therapy, Pianka do mycia ciała

Opis producenta: Pianki do mycia ciała to alternatywa żelu pod prysznic. Jest to produkt wyjątkowo delikatny, przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Puszyste pianki intensywnie nawilżają i pielęgnują skórę (dzięki zawartości gliceryny organicznej powyżej 30%), a przyjemne zapachy na długo pozostają na jedwabiście gładkiej skórze.

Nakręcona winogronowym zapachem kosmetyków Organique z serii greckiej, sięgałam po kolei po kulę, puder i w końcu piankę. W opakowaniu jest to ten sam zapach, jednak na mojej skórze wyczuwalna jest obca nuta - trudno powiedzieć, czy to gliceryna, czy coś innego. Szkoda. 


Pianka jest wygodna w użytkowaniu, nakłada się jej niewiele i wystarczy na dokładne umycie. Skóra po kąpieli nie jest ściągnięta, ale wyczuwalnie czysta. Moja wersja pianki się nie pieni wcale, zostawia tylko taki zielonkawy ślad na skórze. Nakładam ją palcami, po czym wmasowują gąbką do peelingu. Myślałam, że pudełeczko 100g skończy mi się bardzo szybko, ale okazało się wydajne.


Zalety:
- wydajny
- ciekawa odmiana po żelach i płynach do kąpieli
- leciutki produkt można wygodnie przewozić
- myje i nie wysusza skóry
- ma niezły skład

Minusy:
- pianka na mojej skórze zmienia zapach na niekorzyść
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...