4 czerwca 2015

Yankee Candle - Pineapple Cilantro

Lubię ananas, zarówno w smaku jak i w zapachu. Miałam już kiedyś ananasowe mydełko (paradoksalnie bez nut mydlanych!) i był to dotychczas mój niedościgniony wzór jeśli chodzi o zapach czysto ananasowy, bez dodatków a'la pinacolada. Ten drugi wariant też lubię, ale pinacoladę już mam zarówno w wersji Yankee Candle jak i Kringle Candle, więc szukałam czegoś innego. Marzył mi się soczysty, świeży ananas pachnący latem. I... dostałam go.


Pineapple Cilantro miał pachnieć ananasem, kolendrą i kokosem. Nie wiem jak powinna pachnieć kolendra, ale nie wyczuwam w tym wosku nic poza ananasem. Idealnym, słodkim, słonecznym ananasem. Zapach jest przepyszny, nie zabija słodyczą ani intensywnością. Jego moc oceniam na 4+/6 - wyczuwam go bardzo dobrze nawet przy otwartym oknie, ale nie jest killerem. Mi to odpowiada, bo w zeszłym roku mocne zapachy poszły u mnie w odstawkę, gdy tylko zaczęły się letnie upały.


Serdecznie zapraszam do przetestowania, zwłaszcza że w sierpniu będzie on zapachem miesiąca i będzie można upolować go ze zniżką ;-)

19 kwietnia 2015

Yankee Candle - Bahama Breeze

Do Bahama Breeze wracam po długim czasie. Jest to kolejny wycofywany zapach, który lubię i któremu bardzo chciałam poświęcić wpis na tym blogu. Na allegro i w sklepach wciąż można dostać woski w kształcie tart i słoiczków.



A pachnie... jak wakacje. Słoneczne, beztroskie, bogate w drinki z parasolką wakacje ;-) Taki zapach mógłby mi towarzyszyć na urlopie all inclusive w jakimś bajecznym miejscu. Według producenta pachnie ananasem, grapefruitem i mango. Ja czuję przede wszystkim ananas, natomiast mango jest gdzieś tam w tle, nadając całemu zapachowy gładkości. Bahama jest słodka, ale nie mdła. Świeża, pyszna, relaksująca. Absolutny must have dla wszystkich miłośników zapachów owocowych. Nie rozumiem, dlaczego podjęto decyzję o wycofaniu go z rynku. Trudno będzie znaleźć równie udany zamiennik.


Moc zapachu jest dobra z plusem. Nie jest to killer, ale jest wyraźnie wyczuwalna. Idealnie komponuje się ze świeżym zapachem napływającym przez uchylone okno. I ten kolor wosku... ;-)




18 kwietnia 2015

Yankee Candle - Chocolate Layer Cake

Chocolate Layer Cake, czyli po prostu "torcik" szybko stał się legendą i czekoladowym przedmiotem pożądania wśród miłośników zapachowych świec i wosków. Edycja limitowana świec rozeszła się w mgnieniu oka i wkrótce jedyną nadzieją na zdobycie tego zapachu stał się rynek "z drugiej ręki" i... allegro, gdzie wciąż pojawiają się świece i samplery sprowadzone z USA, z pominięciem dystrybutora europejskiego. Właśnie na allegro kupiłam swoje dwa samplerki. Kusiło mnie więcej, ale postanowiłam nie szaleć.



Moje pierwsze wrażenia po rozpakowaniu przesyłki pocztowej było takie, że CLC należy do najmocniejszych zapachów, z jakimi miałam do czynienia. Samplerki już na sucho wypełniły (ba, przeniknęły na wylot) kopertę, w której do mnie dotarły. Drugą rzeczą, jaką zauważyłam było podobieństwo torciku do Whoopie Pie, który wciąż mam w dużym słoju. Wiem, że dla innych może wydawać się bardziej kremowy/mniej lub bardziej słodki/etc, ale dla mojego nosa zapachy te są bardzo zbliżone. Cieszy mnie to, bo uniknęłam kolejnej pokusy w świecy ;-)


Samplery łamię na ćwiartki i topię jak wosk w kominku. Ćwiartka CLC wystarczyła na dwa tealighty. Co więcej, po dwudniowej nieobecności w domu nadal czułam czekoladę w moim pokoju. Takie wsiąkanie zapachu we wnętrze zdarzyło mi się pierwszy raz i potwierdziło moje pierwsze wrażenie odnośnie dużej mocy tego zapachu.

Recenzję piszę po zużyciu pierwszego z samplerów. Drugi wciąż na mnie czeka i powstrzymuje mnie przed zerkaniem, czy wciąż jest na allegro. Niemniej Wam życzę powodzenia w polowaniu na torcik, bo warto.

15 kwietnia 2015

Yankee Candle - Loves Me, Loves Me Not

Do słynnych "stokrotek" przymierzałam się długo. Wiedziałam, że to wycofywany zapach i jeśli chcę się z nim zapoznać, to mam ostatni moment. Wosk w moich zapasach leżał od paru miesięcy, ale nie miałam na niego ochoty zimą. Wreszcie słońce zaczęło mocniej grzać, zrobiło się wiosennie i przy otwartym oknie wrzuciłam do kominka pół wosku.



I... Czuję łąkę. Bardziej zarośniętą zielskiem, niż rozkwieconą. Nie wiem, jak pachną stokrotki, ale to co przebija się w Loves Me, Loves Me Not to... mlecze ;-) Żółte, lekko gorzkie w zapachu mlecze. Zapach koniec końców jest zupełnie inny niż się spodziewałam, ale nadal ciekawy. Można zamknąć oczy i wyobrazić sobie łąkę, źdźbła traw łaskoczące w policzek i ciepło promieni słonecznych na powiekach. Sielanka.


Nadal jednak moim numerem jeden wśród kwiatowych zapachów od Yankee Candle jest Tulips, którym poświęcę jeden z następnych wpisów ;-)

28 marca 2015

Yankee Candle - Red Apple Wreath

Red Apple Wreath jest jednym z ostatnich zimowych zapachów, jakie planuję w najbliższym czasie zrecenzować. Nie oznacza to bynajmniej, że jest zapachem nieciekawym ;-) Z opisu producenta wynika, że powinnam czuć w nim słodkie jabłka, cynamon, orzechy i syrop klonowy. Ja czuję jabłka z cynamonem, a dokładniej jabłkowy mus z cynamonem, taki rozgrzany i prosto z garnka. Czasem sama przygotowuję owocową masę do szarlotki i ten wosk pachnie dokładnie tak.


Moc Red Apple Wreath w wosku jest bardzo dobra, na pewno nie zawiedzie nikogo. Mijająca zima była już drugą, którą sobie umilałam tym zapachem, a to z mojej strony najlepsza rekomendacja, bo szybko się nudzę ;-)


27 marca 2015

Yankee Candle - Garden Sweet Pea

Dzisiejszy zapach miałam okazję testować w wosku i w samorobnej świeczce przetopionej z dwóch samplerów. W obu wersjach Garden Sweet Pea jest bardzo intensywny i... przyjemny. Lekko wiosenny, kwiatowy. Niektórzy wyczuwają w nim mydło, na szczęście dla mnie te mydlane nuty są bardzo słabe.


Jest to jeden z tych zapachów, o których trudno mi napisać coś konkretnego ponad to, czy mi się podobają, czy nie. Słodki groszek trafił w mój gust, ale nie charakteryzuje się niczym szczególnym. Ma bardzo dobrą moc, w wosku potrafi wręcz przydusić, więc należy go sobie ostrożnie dawkować. Z całą pewnością polecam go na nadchodzącą wiosnę ;-)


Garden Sweet Pea potwierdza, że zapachy kwiatowe to nie moja ulubiona kategoria. Poza Tulips i Lilac Blossom żadna z kwiatowych kompozycji od Yankee Candle mnie nie oczarowała. W kolejce czeka jeszcze Loves Me, Loves Me Not i ma szansę przełamać schemat, o czym zamierzam się przekonać już wkrótce ;-)

24 marca 2015

Yankee Candle - Season of Peace

Choć wygląda na to, że zima została już tylko wspomnieniem, to dzisiejszy zapach pochodzi z kolekcji zimowej. Staram się zamknąć tę porę roku na dobre i wykańczam zachomikowane zapasy wosków. Wszystkie moje poprzednie recenzje odnosiły się do zapachów, które mniej lub bardziej polubiłam i... dzisiejsza nieco przełamie schemat ;-)



Season of Peace powinien pachnieć śniegiem, świeżością i piżmem. Ja czuję miętę i... mydło. O ile miętowe zapachy należą do moich ulubionych, o tyle mydlane powodują u mnie lekkie mdłości i ból głowy. Niestety. Po jednorazowym paleniu SoP musiał znaleźć sobie nowy dom. 


Już wąchając go przez folię miałam lekkie obawy, czy nie będzie mydlano i mdło, jednak zapach wydawał się na tyle subtelny, że zaryzykowałam. Wosk miał jednak na tyle dobrą moc, że w tej kombinacji nut zapachowych okazał się zwyczajnie za intensywny. Season of Peace jest więc idealnym zapachem dla miłośników świeżości, mydła i czystego prania ;-)

WoodWick - Vineyard Nights

Mój dzisiejszy wpis pojawił się na blogu po dłuższej przerwie. Jest on jednak istotny również z innego powodu, gdyż jest to recenzja zapachu od WoodWick, marki debiutującej na tej stronie. Postanowiłam zacząć poznawać firmę od wosku, choć świece (zwłaszcza te o zapachach drzewnych z "męskiej" linii) też mnie zauroczyły. Jednak nie wszystko naraz...



Na pierwszy raz wybrałam zapach Vineyard Nights. Opis producenta brzmi następująco:
"A smooth blend of red vine accord with bright notes  of plum, green fig, and a base of warm musk". Zatem powinnam czuć śliwkę i zieloną figę na bazie piżma z nutami winnymi. A co czuję? Ciacho. Może jest tam trochę piżma, ale to przede wszystkim słodkie ciasto owocowe (śliwka?). Nie jest to zapach wielowymiarowy, ale na pewno bardzo smaczny. Zdecydowanie bardziej zasługuje na etykietkę gourmand niż na owocową.



Moc zapachu jest bardzo dobra. Wosk ma kremową strukturę i błyskawicznie rozpuszcza się w kominku, choć na sucho nie jest miękki. Bez trudu wypełnia zapachem sporą przestrzeń (pokój, dłuuugi korytarz, sięga aż do kuchni). Na pewno sięgnę po inne zapachy od WoodWick, a koniec końców może skuszę się na świecę. Kusi mnie drewniany knot, choć czytałam opinie, że palenie tych świec jest dość głośne i niektórym trzaskanie może przeszkadzać. Przekonam się osobiście ;-)



10 marca 2015

Co nowego...

W ciągu ostatnich 7 tygodni sporo się u mnie zmieniło. Począwszy od tego z kim mieszkam, po rozwijający się u mnie minimalizm. Mój entuzjazm do zakupów, również pachnących, nieco osłabł. Postanowiłam skupić się na używaniu i zużywaniu tego, co już mam, a są to spore zapasy wystarczające na wiele miesięcy radości ;-) Ostatnio wróciłam do świec. Zbliżam się do dna w tumblerze Buttercream i w średnim słoju Red Velvet, myślę że wypalę oba w ciągu tygodnia. Palę też średni Under the Palms, który wreszcie zaczął mocniej pachnieć, choć może to ja go inaczej czuję. Do wosków aż tak bardzo mnie nie ciągnie, jakoś wygodniej mi się teraz korzysta ze świec. Niemniej, na pewno o nich nie zapomnę, wszak wciąż zamierzam je recenzować na tym blogu :-) Kolejny wpis powinien pojawić się na dniach, może już jutro. Zostało mi jeszcze kilka typowo zimowych zapachów, zanim przyjdzie czas na te wiosenne. Nie mogę się już doczekać!

22 stycznia 2015

Blue Monday 2015

Nie wiem jeszcze, kiedy opublikuję coś nowego. Od poniedziałku w moim życiu nastąpiły pewne zmiany, które póki co skutecznie odbierają mi ochotę na pisanie. Odezwę się, gdy będę gotowa.

Wasza
M.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...