9 sierpnia 2014

Yankee Candle - Cranberry Pear

Do zakupu nowości Q3 od Yankee Candle przymierzałam się odkąd tylko pojawiła się zapowiedź zapachów na jesień. Najbardziej nakręciłam się na Cranberry Pear i Wild Fig i gdy tylko Q3 trafiło do sklepów pobiegłam się odpowiednio zaopatrzyć :-) Dzisiejszy wpis poświęcony jest pierwszemu z tych zapachów.


Na sucho w kompozycji zapachowej dominuje kwaskowata żurawina, pozostawiając słodycz gruszki gdzieś w tle. Warto się nie zrażać pewnym podobieństwem do dość ostrego Cranberry Ice, gdyż tuż po roztopieniu się wosk znacznie łagodnieje ujawniając kremową gruszkę. Zapach jako całość kojarzy mi się ze szkolnym sklepikiem w podstawówce, który wypełniały aromaty kolorowych żelków owocowych, landrynek w wielkim słoju i owocowych sorbetów sprzedawanych w woreczkach. Nie zrozumcie mnie źle - w tym zapachu nie ma ani grama chemii, niemniej przywodzi mi na myśl słodkie wspomnienia z podstawówki ;-)

Zapach jest intensywny i trwały. Dzięki żurawinie słodycz nie jest ani trochę mdląca i z całą pewnością przypadnie du gustu wszystkim miłośnikom owoców i słodyczy. Mi podoba się ogromnie i podejrzewam, że na jednym wosku się nie skończy...

7 sierpnia 2014

Yankee Candle - Buttercream


W ostatnim czasie Yankee Candle rozpieszcza Europę wieloma nowościami. Oprócz jesiennych zapachów Q3 oraz powrotu serii Celebrations do polskich sklepów trafiły woski w nowej formie słoiczków, przypominających kształtem świece YC. W nowej formie wprowadzono część zapachów stale dostępnych w sprzedaży, a także kilka z tych dotychczas w Polsce niedostępnych, bądź wycofanych z europejskiej dystrybucji jakiś czas temu. Jednym z tych drugich jest Buttercream, reklamowany przez producenta jako zapach świeżego masła z cukrem i wanilią. Mi pachnie on jak krem ptysiowy :-)

Producent reklamuje nową formę wosków jako "easy clean". Trudno mi ocenić, czy zastygły wosk "słoiczkowy" faktycznie łatwiej opuszcza miseczkę kominka - w moim kominku miseczka ma płaskie dno i wosk nadal potrzebuje kwadransa w zamrażarce, by dać się wydobyć z kominka.






Wosk Buttercream miałam już wcześniej. Pamiętam, że sam zapach bardzo mi się spodobał, jednak jego trwałość była dość słaba. Może wtedy miałam wosk ze słabszej partii, a może producent zmienił nasycenie olejkiem wosku w nowej formie... ale teraz moc zapachu jest naprawdę dobra. Wypełnia pokój, korytarz i pcha się do kuchni. Mam nadzieję, że woski w nowej formie będą dostępne na polskim rynku przez dłuższy czas, bo inaczej będę musiała zawczasu zrobić sobie większy zapas ;-)

31 lipca 2014

Irlandia w obrazkach

Już rok temu miałam poświęcić jeden wpis mojemu miesięcznemu pobytowi w Irlandii, a dokładniej w hrabstwie Kerry, leżącym na południu kraju. Irlandzki klimat różni się znacznie od tego, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w naszych szerokościach geograficznych. Jest bardziej umiarkowany, rzadko występują upały, nie ma też typowej w naszym rozumieniu zimy. Jest rześko i wilgotno, niebagatelny wpływ na pogodę ma powietrze znad oceanu. Latem warto nosić przy sobie parasol, gdyż chmury potrafią napłynąć w oka mgnieniu. Nawet, gdy jest słonecznie, często ostre promienie słońca przebijają się przez drobniutki deszczyk, będący raczej mgiełką niż porządnym, środkowoeuropejskim deszczem ;-)

Poniżej wrzuciłam kilka zdjęć z objazdowej wycieczki po tzw. Ring of Kerry, obowiązkowym punkcie zwiedzania hrabstwa.









Przyznam się, że powodem, dla którego powstał ten wpis są moje irlandzkie tęsknoty. Bardzo chciałabym tam jeszcze wrócić... może nawet na dłużej ;-)

30 lipca 2014

Czym pachnie moje lato?

Zacznę od tego, że lubię wszystkie pory roku. Lubię wiosnę z wszechobecnym zapachem zieleni - kwiatów magnolii i kasztanowca, koszonej trawy i bzu po zachodzie słońca. Lubię lato, z jego owocową słodyczą i upajającym bogactwem woni, gdy noc nadchodzi po rozgrzanym dniu. Lubię jesień - jabłka w cynamonie i zapach deszczu. Lubię zimę i czas, gdy bezkarnie można zajadać pyszności, wypełniające aromatem cały dom.

Teraz mamy lato i do moich ulubionych zapachów należą cytrusy i kokos, monoi i pinacolada, a na deser odrobina maślanego kremu.

Bohaterami tej notki są letnie kosmetyki Yves Rocher oraz (ponownie) woski Yankee Candle. Kompletując ostatnie zamówienie na stronie YR nie mogłam się powstrzymać przed wypełnieniem koszyka przyjemnie pachnącymi różnościami. Na szczęście firma ta pozwala mi nie wybierać między zapachem kosmetyków a ich skutecznością. Wszystkie ich produkty, których miałam okazje używać, pachną przynajmniej bardzo ładnie i są równie dobre w działaniu ;-)

Poniżej: szampon-żel pod prysznic Monoi, suchy olejek do ciała Monoi, żel pod prysznic z tegorocznej limitki -Śródziemnomorskie Lato, woda toaletowa Śródziemnomorskie Lato. Dodatkowe miejsce na zdjęciu należy się miniaturce kokosowego żelu pod prysznic od The Body Shop, który jednak trzymam na wakacyjny wyjazd, bo nadaje się w sam raz do kosmetyczki.


Moje trzy nowe woski od Yankee Candle wybrałam kierując się letnim zapotrzebowaniem na słodkości - świeże i nie duszące. Juicy Peach pachnie bardzo realistycznie brzoskwinią, Pina Colada to zapach kremowego ananasa, a Buttercream to zapach kremu ptysiowego ;-) Wszystkie trzy są przeurocze. Warto zwrócić uwagę na to, że Buttercream występuje w nowej formie na kształt słoiczków. Producent zapewnia, że woski z serii "słoiczkowej" o wiele łatwiej usuwa się z kominka i że wystarczy podważyć wosk, by sam odskoczył. Przekonam się wkrótce :D


Na koniec chciałam przedstawić mój czerwcowy zakup świeczkowy - duży słój od Yankee Candle o zapachu Black Coconut. Był on zapachem miesiąca w czerwcu i skorzystałam z okazji, by kupić świecę ze zniżką. Jestem zauroczona tym zapachem - jest słodki, kokosowy i kremowy, ale nie jest to do końca kokos "jadalny". Nuta drzewa cedrowego sprawia, że zapach ten jest niesamowicie sensualny i nastrojowy, idealny na letnie wieczory.


Myślę, że niniejszym wprowadzam tradycję dodatkowych notek sezonowych, tak że zbieram już zapachowe pomysły na notkę jesienną :-)

Kosmetyki Yves Rocher kupiłam na stronie http://www.yves-rocher.pl, żel pod prysznic The Body Shop na Allegro, wosk Yankee Candle Buttercream i świecę Black Coconut w toruńskim Home&Gifts Boutique, natomiast woski Pina Colada i Juicy Peach również na Allegro.

6 czerwca 2014

Yankee Candle... Pół roku później.

Wybrałam się dziś do sklepu stacjonarnego w Toruniu i oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami ;) Pierwsze zdjęcie przedstawia moje nowości, które wcale nie przypadkiem są zapachami, które wiele razy oglądałam i wąchałam, ale nigdy wcześniej ich nie kupiłam... Najwyższy czas było to zmienić. 

Z tego miejsca chwalę bardzo pana sprzedawcę z toruńskiego Home & Gifts Boutique, który najpierw zrobił mi prezentację nowości - wosków Partylite, a potem wręczył mi na wypróbowanie dwa tealighty tej marki, prosząc tylko, żebym nie topiła ich jak zwykle w kominku, tylko dała im się wypalić jak należy :D

Postanowiłam w końcu uwiecznić mój zbiorek wosków Yankee Candle i Kringle Candle. Brakuje tylko tych, które trzymam w słoju po Christmas Cookies - 11 sztuk z zapachów Christmas Cookies (a jakże by inaczej), Red Velvet, Merry Marshmallow, Vanilla Cupcake i Vanilla Satin.

Nowości:

I kolekcja zebrana w zasadzie w ciągu ostatnich 6 miesięcy:







Na koniec mieszkanko dla moich wosków:

11 stycznia 2014

W nowym roku z Yankee Candle

Od ponad dwóch miesięcy mam nowe hobby - woski zapachowe i świece Yankee Candle. Już od dawna wiedziałam, że istnieją, ale dopiero w październiku zaopatrzyłam się w kominek i kilka wosków... i pluję sobie w brodę, że wcześniej się nimi nie zainteresowałam! :P Nie znam łatwiejszego sposobu na uprzyjemnienie sobie jesienno-zimowej aury, jaka nam teraz towarzyszy. Wystarczy zapalić podgrzewać (tealight) w kominku do wosków/olejków, wkruszyć niewielką ilość zapachowej tarty i po chwili poczuć się jak w zupełnie innym świecie. Tylko od nas zależy, czy przeniesiemy się do egzotycznego ogrodu, na plażę, czy do cukierni ;-) Moimi faworytami są słodkie, kuchenne zapachy. Od pierwszego "niuchnięcia" pokochałam aromaty ciast i ciasteczek, jabłek z cynamonem, pianek marshmallow... I wciąż mi mało, wciąż testuję nowe zapachy i nowe kombinacje. Poniżej prezentuję mój zbiorek - zdjęcie zrobiłam przed świętami. Dziś jest już o wiele większy, dołączyła też do niego średnia świeca Pink Sands. Jest to zapach miesiąca i aż do 31 stycznia produkty YC o tym zapachu można kupić znacznie taniej.


Produkty Yankee Candle kupuję stancjonarnie w sklepie Home & Gifts Boutique w toruńskiej galerii Atrium Copernicus oraz online (głównie na Allegro).

21 listopada 2013

Zbiorczy post wrześniowy ;-)

Po dwumiesięcznym ataku blogowego lenistwa zebrałam się i postanowiłam opublikować coś nowego. Zebrało mi się od września sporo zużyć, a jeszcze więcej zakupów... Są wśród nich perełki i im zamierzam poświęcić kilka następnych recenzji. Ale do rzeczy.

1) Lavea, balsam czekoladowy na bazie masła shea (na wagę)


Balsam okazał się lepszy, niż na początku sądziłam. Gdy przyzwyczaiłam się do specyficznego zapachu kakao (bo czekolada to nie była), polubiłam go. Kosmetyk gęstością przypominał balsamy z shea od Organique, choć konsystencję miał gładką, jednolitą. Zużyłam do ust, dłoni, łydek i stóp. Był wydajny. Nie wiem, czy do niego wrócę, wszak mamy ogromny wybór treściwych smarowideł a ja lubię testować nowości.



2) Yves Rocher, Jardins du Monde, Dezodorant w kulce Migdał z Kalifornii

Dezodorant o subtelnym zapachu migdałów z miejsca podbił moje serce (i nos ;-). Był to pierwszy produkt Yves Rocher, z jakim miałam styczność i zapoczątkował moją sympatię do tej marki. Jak się wkrótce dowiecie, całkiem sporą sympatię. Dezodorant ma dobry skład i jest delikatny dla skóry. Mimo stosowania po depilacji/goleniu nigdy mnie nie podrażnił. Nie jest to bloker, ale spełnia swoje zadanie.  Jest bardzo wydajny, ale gdy mi się skończy, wypróbuję wersję z aloesem.







3) Yves Rocher, Purete,Szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się


Zachęcona dezodorantem migdałowym, kupiłam kolejny produkt Yves Rocher - tym razem szampon oczyszczający z pokrzywą. Trzeba przyznać, że pokrzywę czuć wyjątkowo wyraźnie i niektórym osobom może to przeszkadzać. Ja do nich nie należę i szampon stosuję z przyjemnością. Włosy myję codziennie, bo są dość cienkie i po nocy mocno wygniecione. Szampon sprawdza się w codziennej pielęgnacji: włosy są czyste, ładnie się układają i nie są przesuszone. Zdarzało mi się odstawiać jakiś szampon, bo po paru dniach zmieniał moje włosy w siano. Szampony YR stosuję od maja/czerwca i jestem im wierna. Obecnie używam wersji odżywczej do włosów suchych i również mi się sprawdza.

10 września 2013

Bielenda, Orzech & Bursztyn, Brązujące masło do ciała

Z natury jestem dość blada, a słońce zwykle zanim mnie opali, to solidnie mnie spiecze. W tym roku postanowiłam nieco pomóc naturze i przybrązowić się z pomocą masła Bielendy. Niestety opakowanie wykończyłam na wakacjach i tym razem nie mam zdjęć.

Opis producenta:
Brązujące masło do ciała o bogatej odżywczej konsystencji, w bezpieczny i przyjazny sposób nadać skórze odcień pięknej naturalnej opalenizny.

Innowacyjna formuła oparta na wyciągu z orzecha włoskiego delikatnie systematycznie przyciemnia odcień skóry, brązowi go i nadaje zdrowego złotego kolorytu. Ekstrakt z bursztynu poprawia jędrności i elastyczność skóry, intensywnie nawilża i pielęgnuje. Masło dobrze się wchłania,przyjazna formuła ułatwia równomierną aplikację, zapobiegając pojawianiu się nieestetycznych smug i miejscowych przebarwień.

Piękna zdrowa naturalna opalenizna bez smug przez cały rok.


***


Mam jasną skórę i u mnie ten balsam dał dość ładną, delikatną opaleniznę w odcieniu rdzawego brązu. Przy smarowaniu nóg polecam omijać kostki i kolana, bo wychodzą bardzo ciemne ;-)  Balsam jest dość wydajny, ma przyjemny zapach i nie brudzi ubrań (trzeba odczekać chwilę aż się wchłonie). Mi raz zabarwił paznokcie od spodu, ale to dlatego, że nie umyłam dokładnie dłoni po aplikacji. Warto o tym pamiętać, bo zabarwione paznokcie niestety się nie zmywają i trzeba poczekać, a paznokieć odrośnie.

Podsumowując balsam jest w porządku. Nadaje koloryt bez smug, choć oczywiście warto wcześniej zrobić peeling i nawilżyć skórę. Wtedy kolor wychodzi równomierny.

Zalety:
- ładnie pachnie (naturalnie orzechem, bez nuty typowej dla samoopalacza)
- po odpowiednim przygotowaniu skóry "opala" równomiernie
- dość wydajny
- łatwo się rozsmarowuje
- nawilża (nie intensywnie, ale wystarczająco)
- niska cena
- nie brudzi ubrań (po odczekaniu, aż się wchłonie)

Minusy:
- po aplikacji trzeba szybko i dokładnie myć ręce, bo balsam trwale odbarwia paznokcie
- dla mnie jest dość ciężki -  jest na bazie parafiny, której moja skóra zbyt nie lubi

8 września 2013

Powakacyjne SOS dla skóry

Po tygodniu spędzonym w upalnej Grecji, gdzie słońce pali o wiele bardziej niż w Irlandii czy Polsce, każdej skórze przyda się specjalne traktowanie. Ja mimo częstego stosowania odpowiednich filtrów, już drugiego dnia stałam się miejscowo buraczkowa i musiałam resztę pobytu spędzić głównie w cieniu ;)


Na przesuszenia i podrażnienia bardzo pomocne są wszelkie kosmetyki z dużą zawartością aloesu. Mi żel z aloesu uratował skórę na ramionach, która bez niego schodziła by mi jak u węża. Złagodził pieczenie i ból, oraz przyspieszył gojenie.

Żele i płyny do kąpieli/pod prysznic zwykle wysuszają mi skórę, także z radością odkryłam, że jest kosmetyk do mycia, który moją skórę pozostawia czystą i w dobrym stanie - piankę Organique. Po wypróbowania tej o zapachu pomarańczy z chili stwierdzam, że jest fajniejsza od greckiej. Na skórze pachnie równie przyjemnie jak w opakowaniu.


Mam również nowego faworyta wśród szamponów do włosów do 15 zł - Yves Rocher, Purete, Purifying Shampoo. Świetnie oczyszcza (również z piasku i morskiej soli) i nie przesusza moich włosów, zresztą już pora na dokładną recenzję, którą dodam wkrótce.

Na recenzję czeka również emulsja do opalania SPF 50 dla dzieci od Kolastyny. Mam bardzo jasną cerę skłonną do przesuszeń i ta emulsja spełniła wszystkie moje oczekiwania. Stosowałam ją jako krem na dzień, pod puder. Na noc nakładałam krem łagodzący AA Eco.

Na wakacjach często nie chce nam się poświęcać na pielęgnację tyle czasu, co zwykle, jednak naprawdę warto. 10 minut rano i wieczorem + stosowanie balsamu z filtrem na plażę i po lecie możemy się cieszyć delikatną i naturalną opalenizną bez przesuszenia lub uszkodzenia skóry. Należy pamiętać, że to jak dziś dbamy o skórę wpływa na to, jak i kiedy zacznie się starzeć ;-)

2 sierpnia 2013

Greetings from Ireland!

Jak widać (a raczej nie widać po mojej aktywności tutaj), od 19 lipca mam wakacje po irlandzku. Po pewnych komplikacjach, mianowicie 9 godzinach opóźnienia na lotnisku w Polsce i extra lądowaniu w Londynie z przyczyn technicznych, wreszcie ujrzałam Irlandię. Wymęczona ale szczęśliwa :-)

O samej Irlandii więcej napiszę po powrocie, tutaj będzie za to o moim "kosmetykowym" spojrzeniu na Zieloną Wyspę. Prawdą jest to, co czytałam o Irlandii wcześniej - rynek i dostępność kosmetyków jest o wiele mniejszy niż w Polsce. Oczywiście można tu spotkać międzynarodowe marki typu Nivea lub Dove, ale po dokładnym przetrząśnięciu półek w Tesco nie znalazłam ANI JEDNEGO szamponu bez SLS/SLES. W końcu zdecydowałam się na Pantene Pro-V, Classic Clarifying Schampoo i musiało mi wystarczyć to, że nie zawiera silikonów. Nieco lepiej poszło mi wybieranie smarowidła do ciała, Nivea, Pure & Natural, Balsam do ciała do skóry normalnej i suchej nie jest co prawda poszukiwanym masłem, ale ma przyzwoity skład. 



Większych zakupów kosmetykowych nie planuję, choć i tak zamierzam czysto hobbystycznie przejść się po drogeriach (a właściwie aptekach, w Irlandii nie ma typowych drogerii, są za to rozbudowane apteki z działem z kosmetykami). Ponadto straszliwie kusi mnie lokalny The Body Shop - niby jest kilka sklepów firmowych w Polsce, ale żaden nie znajduje się w moim mieście. Ponadto liczę na jakieś lokalne promocje ;-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...