2 sierpnia 2013

Greetings from Ireland!

Jak widać (a raczej nie widać po mojej aktywności tutaj), od 19 lipca mam wakacje po irlandzku. Po pewnych komplikacjach, mianowicie 9 godzinach opóźnienia na lotnisku w Polsce i extra lądowaniu w Londynie z przyczyn technicznych, wreszcie ujrzałam Irlandię. Wymęczona ale szczęśliwa :-)

O samej Irlandii więcej napiszę po powrocie, tutaj będzie za to o moim "kosmetykowym" spojrzeniu na Zieloną Wyspę. Prawdą jest to, co czytałam o Irlandii wcześniej - rynek i dostępność kosmetyków jest o wiele mniejszy niż w Polsce. Oczywiście można tu spotkać międzynarodowe marki typu Nivea lub Dove, ale po dokładnym przetrząśnięciu półek w Tesco nie znalazłam ANI JEDNEGO szamponu bez SLS/SLES. W końcu zdecydowałam się na Pantene Pro-V, Classic Clarifying Schampoo i musiało mi wystarczyć to, że nie zawiera silikonów. Nieco lepiej poszło mi wybieranie smarowidła do ciała, Nivea, Pure & Natural, Balsam do ciała do skóry normalnej i suchej nie jest co prawda poszukiwanym masłem, ale ma przyzwoity skład. 



Większych zakupów kosmetykowych nie planuję, choć i tak zamierzam czysto hobbystycznie przejść się po drogeriach (a właściwie aptekach, w Irlandii nie ma typowych drogerii, są za to rozbudowane apteki z działem z kosmetykami). Ponadto straszliwie kusi mnie lokalny The Body Shop - niby jest kilka sklepów firmowych w Polsce, ale żaden nie znajduje się w moim mieście. Ponadto liczę na jakieś lokalne promocje ;-)

11 lipca 2013

Moje nowości lipcowe

19 lipca wyjeżdżam na 3 tygodnie za granicę i najprawdopodobniej będzie to przerwa w moim blogowaniu. Do tego czasu postaram się nadrobić zaległości. W ostatnim czasie do mojej kosmetyczki wpadły szampon pokrzywowy i dezodorant z migdałem od Yves Rocher, a także płyn micelarny Kolagenowe Odmłodzenie Bielendy i krem z filtrem dla dzieci SPF 50 Kolastyny. Tak wiec za około 3 tygodnie będzie czas na ich recenzje ;)

Tymczasem wszystkim życzę udanych wakacji!

25 czerwca 2013

Organique, Glinka Ghassoul, 200g

Na glinkę Ghassoul od Organique czaiłam się już od jakiegoś czasu. Niby nigdy nie byłam typem "maseczkowym", w podobną pielęgnację bawiłam się raptem kilka razy w życiu. Jednak trudno było pozostać obojętną wobec peanów na cześć tej glinki, na które można się natknąć przeglądając wizaż i blogosferę. Kiedy okazało się, że glinka Ghassoul wchodzi w zakres kosmetyków objętych promocją z 20-26 maja, nie zastanawiałam się długo.

Przyjrzyjmy się na początek składowi glinki. Jest dość prosty i zawiera 55-65% krzemionki (SiO2), magnez (MgO), aluminium (Al203) oraz sodę, potas i tytan.





Opis producenta: Glinka Ghassoul to w pełni naturalny minerał zbudowany głównie ze stewensytu (minerał gliniasty), którego głównym składnikiem jest krzemian magnezu. Krzemionka po wymieszaniu z wodą przybiera postać błota posiadającego właściwości myjące i odtłuszczające. Glinka ma szerokie zastosowanie (może być używana jako mydło, szampon, maseczka na twarz i ciało a także w zabiegach w salonach SPA & Wellness). Działanie glinki Ghassoul polega na absorpcji zanieczyszczeń - nie jest ona w żaden sposób agresywna dla skóry, włosów, czy śluzówki.



Ja glinkę stosuję na twarz i dekolt, mieszając ją (1 łyżeczka) z wodą (1 łyżeczka) i olejem arganowym (1/3 łyżeczki). Glinkę przygotowuję w drewnianej miseczce i używam drewnianej łyżeczki, jako że nie należy do mieszania glinki używać przyborów z metalu. Po zmieszaniu glinka ma postać rzadkiego błotka, które jednak nie spływa z twarzy. Maseczkę trzymam 10 minut i zmywam używając mokrych wacików kosmetycznych.

Skóra po użyciu jest miękka i nawilżona (dzięki olejkowi). Pory są zmniejszone a cera wygładzona. Nie mam cery problematycznej, także glinka ma u mnie działanie raczej upiększające, niż lecznicze. Kilka razy zdarzyło mi się, że cera była zaczerwieniona, jednak nie była to reakcja alergiczna, a efekt przetrzymania glinki dłużej, niż należało.


Zalety:
- bardzo wydajna 
- można ją kupić w plastikowym słoiku 200g, lub na wagę
- oczyszcza i wygładza cerę bez wysuszania jej
- skóra po użyciu nie jest ściągnięta
- łagodna dla cery

Minusy:
- przy właściwym stosowaniu brak

23 czerwca 2013

Organique, Botanic Garden, Peeling Cukrowy "Marakuja i limonka"

Opis producenta: Kremowy, aromatyczny peeling do ciała z egzotycznymi owocami. Przywraca skórze witalność i zdrowy, świeży wygląd. Naturalne wyciągi z marakui i limonki dostarczają cennych witamin, działają wzmacniająco i rewitalizująco. Masujące kryształki cukru delikatnie pobudzają mikrokrążenie i w naturalny sposób złuszczają martwy naskórek, a unikalna baza stworzona z połączenia masła  Shea i oleju sojowego nadaje skórze gładkość i elastyczność.



Peeling od Organique zamknięty jest w zgrabnym plastikowym słoiczku, lekkim i ładnie prezentującym się na półce. Łatwo się otwiera, nawet mokrymi rękami. Do zakupu przekonał mnie przede wszystkim prześliczny zapach peelingu, świeży i lekki, idealny na lato. Nie bez znaczenia był też ekologiczny skład kosmetyku, opatrzony etykietką "Safe formula" - peeling nie zawiera parabenów, PEG-ów, pochodnych formaldehydu, SLS-ów i SLES-ów, silikonów, wazeliny, parafiny i oleju mineralnego. Producent daje nam zatem gwarancję, że kosmetyk nie zrobi krzywdy nawet wrażliwej skórze. Moja jest dość wymagająca, dlatego uważnie czytam etykietki.  

Kosmetyk jest bardzo przyjemny w użyciu. Kryształki cukru porządnie ścierają martwy naskórek, pozostawiając skórę miękką i wygładzoną. Cukier rozpuszcza się w trakcie masażu, jednak nie na tyle szybko, by peeling się marnował. Zawarte w peelingu olejki delikatnie natłuszczają skórę, i o ile nie jest ona bardzo sucha, nie wymaga dodatkowego balsamu. Zdarzyło mi się użyć peelingu do twarzy i ust - ładnie usunął suche skórki.



Podsumowując, kosmetyk spełnia wszystkie obietnice producenta. Ściera i wygładza naskórek, nie oblepiając go jednocześnie warstwa parafiny i silikonów. Dzięki temu dalsze zabiegi pielęgnacyjne są o wiele skuteczniejsze. Polecam peeling "Marakuja i limonka" wszystkim, którzy doceniają pielęgnację w zgodzie z naturą i nie lubią nadmiaru chemii w kosmetykach.

Zalety:
- pięknie pachnie
- dobrze, a zarazem delikatnie ściera
- ma bezpieczny skład
- nie brudzi wanny
- skóra po użyciu peelingu jest bardzo przyjemna w dotyku
- mam wrażenie, że pomaga na wrastające po depilacji włoski

Minusy:
- dość wysoka cena (59 zł), jednak przy tym stosunku jakości do ceny, uważam że są to dobrze zainwestowane pieniądze

19 czerwca 2013

Organique, Bath Therapy, Pianka do mycia ciała

Opis producenta: Pianki do mycia ciała to alternatywa żelu pod prysznic. Jest to produkt wyjątkowo delikatny, przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Puszyste pianki intensywnie nawilżają i pielęgnują skórę (dzięki zawartości gliceryny organicznej powyżej 30%), a przyjemne zapachy na długo pozostają na jedwabiście gładkiej skórze.

Nakręcona winogronowym zapachem kosmetyków Organique z serii greckiej, sięgałam po kolei po kulę, puder i w końcu piankę. W opakowaniu jest to ten sam zapach, jednak na mojej skórze wyczuwalna jest obca nuta - trudno powiedzieć, czy to gliceryna, czy coś innego. Szkoda. 


Pianka jest wygodna w użytkowaniu, nakłada się jej niewiele i wystarczy na dokładne umycie. Skóra po kąpieli nie jest ściągnięta, ale wyczuwalnie czysta. Moja wersja pianki się nie pieni wcale, zostawia tylko taki zielonkawy ślad na skórze. Nakładam ją palcami, po czym wmasowują gąbką do peelingu. Myślałam, że pudełeczko 100g skończy mi się bardzo szybko, ale okazało się wydajne.


Zalety:
- wydajny
- ciekawa odmiana po żelach i płynach do kąpieli
- leciutki produkt można wygodnie przewozić
- myje i nie wysusza skóry
- ma niezły skład

Minusy:
- pianka na mojej skórze zmienia zapach na niekorzyść

Micro Cell, Nail Repair 2000, odżywka do paznokci

Gdy zaczynałam stosować odżywkę Nail Repair, moje paznokcie bardzo tego potrzebowały. Były łamliwe i delikatne, podatne na wszelkie uszkodzenia. Po przeczytaniu wielu recenzji odżywek na wizażu, zdecydowałam się właśnie na tą.

Odżywkę stosowałam zgodnie z zaleceniami producenta w trzydniowym cyklu przez trzy tygodnie. Pamiętałam o zabezpieczaniu skórek, także nie ucierpiały. Natomiast zauważyłam, że odżywka wysusza płytkę paznokcia. Zwykle między zmyciem dwóch warstw a nałożeniem nowej zostawiałam paznokcie na dłuższą chwilę pod warstwą balsamu, żeby je trochę nawilżyć. Po upływie 3 tygodni odżywkę zaczęłam stosować jako bazę i top coat na lakier, w tych rolach również się sprawdza.
 

Nigdy wcześniej nie miałam takich mocnych paznokci jak teraz. I nigdy wcześniej żaden lakier nie trzymał mi się na paznokciach tak długo jak teraz, gdy używam go z tą odżywką. Jestem z niej bardzo zadowolona.




Zalety:
- działa zgodnie z obietnicami producenta
- dobra jako baza i top coat
- jest wydajna - od 7 maja przez trzy tygodnie nakładałam ją codziennie, a później dwie warstwy 2 razy w tygodniu i ubyło jej mniej niż 1/3 buteleczki

 

Minusy:
- dość wysusza, trzeba pamiętać o nawilżaniu

Zdecydowanie polecam.

8 czerwca 2013

3,2,1 do wakacji ;-)

Po kilku tygodniach sesyjnych emocji do wakacji zostały mi tylko dwa egzaminy i jedno zaliczenie. A tymczasem cieszę się czerwcowym słońcem i kilkoma nowościami kosmetycznymi. Wypowiadając wojnę pozimowej bladości sięgnęła po balsam stopniowo brązujący z orzechem od Bielendy, a wybierając sobie spóźniony prezent urodzinowy zdecydowałam się Fizzy Energy Adidasa. Skusił mnie soczyście zielony flakon i świeży wiosenny zapach. Jestem odrobinę zmęczona moją ukochaną Dot od Marca Jacobsa, wiec różnorodność jest mile widziana ;-) Kilka kosmetyków czeka na recenzje, także zabiorę się za nie po czwartku, gdy będę miała chwilę oddechu. A tymczasem udanego weekendu :-)

25 maja 2013

Plante System, woda micelarna + zakupy w Zrób Sobie Krem

Na fali zainteresowania kosmetykami naturalnymi i biochemią kosmetyczną, postanowiłam przyjrzeć się bliżej internetowym sklepom oferującym naturalne składniki to tworzenia i wzbogacania kosmetyków we własnym domu. 

Moim pierwszym wyborem został sklep Zrób Sobie Krem. Zamówiłam stamtąd deodoryzowany olejek arganowy i organiczny olejek ze słodkiej pomarańczy. Ten pierwszy z przeznaczeniem stosowania razem z glinką Ghassoul, drugi z kolei do kąpieli - ma działanie aromaterapeutyczne. Z obu jestem bardzo zadowolona i z całą pewnością nie był to mój ostatni zakup w ZSK. Olejek arganowy jest również dobry do stosowania na noc zamiast kremu. Ze swoją jedwabistą konsystencją bardzo łatwo się rozprowadza i dość szybko wchłania, pozostawiając ochronną warstwę. Próbowałam stosować go pod oczy i w tej roli również się sprawdził. Nie podrażnił, nie uczulił, skóra została odżywiona i nawilżona. Dzięki wąskiemu wylotowi buteleczki możliwe jest precyzyjne wydobycie oleju i nie ma obawy, że wyleje się na palec za dużo. Z kolei olejek pomarańczowy jest miłym akcentem w kąpieli, choć mam wrażenie, że z wody ulatnia się dość szybko i przede wszystkim aromatyzuje powietrze w łazience. Czytałam, że można go również używać do masażu anty-cell, choć sama jeszcze tego nie próbowałam.

Na zdjęciu widać również inny mój niedawny zakup - wodę micelarną Plante System z ekstraktem z melisy i zielonej herbaty. Używam jej jako toniku i wspomagająco do demakijażu. Jest bardzo delikatna, moje wrażliwe oczy się z nią polubiły. Co najważniejsze, aż 99 % składników jest pochodzenia naturalnego -  posiada certyfikat ECO CERT i Eko-laur konsumenta 2009. Jest mniej tłusta niż inne micele, z jakimi miałam do czynienia, przez co jako główny kosmetyk do demakijażu się nie nadaje. Zmywa puder i róż, ale już z tuszem do rzęs sobie nie radzi.

Organique w mojej łazience cz. 2

Moją pielęgnację z Organique zaczęłam 15 kwietnia. Po pięciu tygodniach kompletowania kosmetyczki postanowiłam pochwalić się moimi zbiorami.

Przetestowałam zatem:
- szampon z serii Anti-age
- maskę do włosów z serii Anti-age
- balsamy z masłem shea żurawinowy i grecki (pudełeczka 40 g)
- kulę do kąpieli o zapachu greckim
- puder do kąpieli o zapachu greckim (100 g)
- piankę do kąpieli o zapachu greckim (100 g)
- peeling z serii Botanic Garden "Marakuja i Limonka"
- glinkę Ghassoul (190 g)




Jak widać szczególnie upodobałam sobie kosmetyki o zapachu greckim, z dominującą nutą winogron. Wspominałam, że puder zużyłam przed zrobieniem zdjęć. W zestawie brakuje też balsamów z masłem shea - są to zwykłe białe apteczne pudełeczka, przedstawione już zresztą w recenzjach ;-)

Recenzję poszczególnych kosmetyków będę zamieszczać po czterech tygodniach stosowania, aby były jak najtrafniejsze.


22 maja 2013

Urodzinowo

Wczoraj miałam urodziny i sprawiłam sobie mały prezent, a nawet dwa. Do mojej kosmetyczki trafiły glinka Ghassoul i od dawna upatrzony balsam z shea w wersji zapachowej greckiej od Organique. Liczę, że glinka będzie ładnie współdziałać z olejem arganowym, którego buteleczkę niedawno kupiłam w sklepie internetowym Zrób Sobie Krem. Z tego samego sklepu mam również organiczny olejek ze słodkiej pomarańczy, który już wypróbowałam w kąpieli i pachnie cudownie.

W aktualizacji zamieszczę zdjęcia, bo dziś nie mam czasu - prawo budowlane się samo nie zda ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...