17 września 2014

Zapachowy miszmasz wrześniowy

Już wcześniej pisałam, że uwielbiam wszystko, co sezonowe. Lubię obserwować zmiany w naturze i to, jak kolejne pory roku wpływają na moje samopoczucie. Wraz z początkiem jesieni powrócił u mnie apetyt na słodycze, również te woskowe ;-) Dziś przedstawię Wam wstępnie trzy zapachy, które ostatnio przybyły do mojego zbiorku. Każdy z nich należy do innej kolekcji i każdy ma nieco inny klimat. Szersze recenzje tych zapachów pojawią się na blogu, gdy będę je testować "na mokro" w kominku. Na sucho prezentują się następująco:

Berrylicious - Należy do zapachów Q3, a więc nowości wydanych przez Yankee Candle w trzecim kwartale 2014 roku. Podobnie jak Cranberry Pear należy do serii limitowanej, co oznacza, że po paru miesiącach zniknie z rynku. Jest to zapach niedostępny w dystrybucji na Europę, ale można go bez problemu kupić na allegro. Na sucho pachnie jagodami w syropie. Nie wyczuwam w nim ciasta, ale może się to zmieni po roztopieniu wosku.


Ghostly Treats - Wydany z okazji Halloween zapach stanowi dla mnie połączenie Fireside Treats i Merry Marshmallow. Lubię je oba, więc myślę, że wypalę Ghostly Treats z przyjemnością. Zapach pianek i waty cukrowej tworzy dość lekkiego słodziaka, w sam raz na jesienny wieczór.

Candy Cane Lane - Jest już typowo świątecznym zapachem z serii Q4 2014. Na allegro nie znalazłam go w wosku, więc kupiłam sampler z zamiarem topienia go w kominku. Candy Cane to amerykańskie słodycze bożonarodzeniowe, biało-czerwone laseczki o smaku miętowej wanilii. Nie budzi więc zdziwienia fakt, że sam zapach jest słodki i lekko miętowy. Przypomina mi North Pole, jest to ta sama orzeźwiająca kremowość.

Na szczęście moje kolejne allegrowe zakupy w ciemno okazały się udane i nie mogę się już doczekać palenia. Póki co rozpieszczam się Whoopie Pie! i biegnę po herbatkę :-)

15 września 2014

Waniliowy maluszek z Pepco

Przyznam się, że na waniliową świeczkę no name z Pepco skusiłam się ze względu na uroczy słoiczek, zamykany pokrywką. Wygląda jak miniaturowy Yankee Candle z serii Simply Home. Nie liczyłam na zapach porównywalny z zapachem świeczek Yankee Candle, Kringle Candle lub Partylite - stwierdziłam, że nawet jeśli wcale nie będzie pachniała, to przynajmniej zostanie mi po niej słoiczek. Już wymyśliłam, że nada się jako pojemnik dla mojej przyszłej samorobnej świeczki z zużytych wosków zapachowych. Świeczka kosztowała 6,99, nie był to zatem szalony wydatek. Świeca na sucho przyjemnie pachnie subtelną, deserową wanilią.


Po zapaleniu świecy zapachu nie czułam wcale. Dodatkowo, w świecy zaczął się robić tunel. Nauczona doświadczeniem ze świecami Yankee, wetknęłam obok knota najpierw jedną zapałkę (kawałek 2 cm), a później drugą. Przy takim wspomaganiu świeca w ciągu 10 minut roztopiła się do ścianek. Bałam się troszkę, czy mi słoik nie strzeli, ale nic takiego się nie stało. Co więcej, świeczka zaczęła pachnieć. Nie mocno, ale przy otwartym oknie w okolicy świecy zaczął się unosić słodki, waniliowy obłoczek. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona, choć świeczka wygrywa głównie formą, a nie jakością.

Postanowiłam napisać o moim dzisiejszym zakupie jako o ciekawostce. Niska cena plus uroczy słoiczek mnie skusiły, więc może i komuś innemu się moja mini-recenzja przyda, gdy podczas najbliższej wizyty w Pepco wpadnie mu w oko ten maluszek ;-)

















Świeczka mimo przybrudzonej już w sklepie naklejki prezentuje się naprawdę nieźle. Tak wygląda z pokrywką.

12 września 2014

Yankee Candle - Black Coconut

(źródło: yankeecandle.com)

Czarny kokos towarzyszy mi od czerwca. Wraz z Lake Sunset należał do tych zapachów, które kiedyś wąchałam w sklepie, ale mnie nie zachwyciły od pierwszego "niucha", więc o nich zapomniałam. Do czasu... W czerwcu Black Coconut występował jako zapach miesiąca i był dostępny w toruńskim sklepie we wszystkich formach i rozmiarach. Pomyślałam więc, że czemu by nie dać mu szansy w domu, skoro i tak jest na niego zniżka. Kupiłam wosk zapachowy i tego samego wieczoru wkruszyłam ćwiartkę do kominka. A potem przepadłam ;-) Black Coconut jest zapachem głębokim, gęstym. Na pierwszy plan faktycznie wybija się kokos, jednak jest to kokos kremowy, jakby podszyty wanilią. W tle czuć drzewo cedrowe, które nadaje całości lekko "męskie" wykończenie. 

Przyznam się, że wosk zużyłam błyskawicznie, a następnie przez kilka dni trzymałam w okolicach łóżka puste opakowanie, tak bardzo nie chciałam się rozstawać z tym zapachem. Mniej więcej wtedy zaczęła we mnie dojrzewać myśl o zakupie świecy. Do końca miesiąca zostało zaledwie kilka dni i musiałam się pospieszyć z decyzją. Z perspektywy ponad dwóch miesięcy - nie żałuję :D Padło na duży słój, mający aż 623 g wosku i czas palenia w granicach 150 godzin.

Świeca pali się ładnie, bez zapałek dopala się do ścianek w granicach 3-4 godzin. Jestem jednak niecierpliwcem i zwykle chcę, by pachniało mi już i natychmiast, i nieco moją świecę wspomagam. Dzięki temu już po 40 minutach mam w słoju gładką taflę czarnego, aromatycznego wosku. Zapach świecy jest identyczny z zapachem wosku zapachowego, również w mocy zapachu nie widzę różnicy.

Moim zdaniem Black Coconut jest dobrym wyborem na prezent, gdyż nie jest ani zbyt słodki, ani przesadnie wyrazisty. Zauważyłam, że (zapewne dzięki drzewu cedrowemu) często podoba się mężczyznom. Swój słój kupiłam w Home & Gifts Boutique w Toruniu. 

11 września 2014

Yankee Candle - Pink Sands

Pink Sands jest dla mnie zapachem szczególnym - pierwszym zapachem od Yankee Candle, który poznałam w wosku i zarazem pierwszym, który trzy miesiące później kupiłam w świecy. Mam do niego ogromny sentyment, wszak dzięki udanemu pierwszemu zakupowi dziś poznałam już ponad 70 zapachów od Yankee i powoli wgryzam się też w temat Kringle Candle. Okazało się, że właśnie takiej domowej aromaterapii mi brakowało, by łatwiej przetrwać zimę, z jej niskimi temperaturami i krótkimi dniami.



Nie mam w tej chwili wosków w tym zapachu, natomiast na mojej półce wciąż stoi na wpół pełny średni słój. Wczoraj zapaliłam go po raz pierwszy od kilku miesięcy i na nowo się zachwyciłam tym zapachem, którego nut nie potrafię jednak wyodrębnić. Jedni czują w nim kwiaty, inni melona. Ja czuję wyważoną kompozycję słodyczy i świeżości, niczym w damskich perfumach. Nie czuję w Pink Sands nic spożywczego, wręcz przeciwnie - zapach pasuje też mojemu chłopakowi, który czasem narzeka mi na moje kremowo-ciasteczkowe zapachy, że powodują u niego burczenie w brzuchu ;-)






Wspomogłam palenie się słoja dwoma wetkniętymi przy knocie zapałkami, gdyż moja świeca bywa nieco kapryśna i w chłodniejszym pokoju czasem nie chce sama dopalić się do ścianek. Średnia Pink Sands jest jedną z najmocniejszych świec, jakie mam. Po około 3 godzinach palenia postanowiłam ją zgasić, gdyż zapach szczelnie wypełnił już całe mieszkanie. Nie wiem, czy po wypaleniu świecy kupię ją ponownie, ale z całą pewnością zawsze będę mieć w zapasach przynajmniej jeden wosk, by przywołać tę ciepłą, elegancką atmosferę różowych piasków.

6 września 2014

Yankee Candle - Whoopie Pie!

Wraz ze zbliżającą jesienią coraz częściej pojawiają się myśli, by wieczór spędzić w kręgu światła małej lampki, z mięciutkim kocem i kubkiem gorącej czekolady w dłoni. Źródłem słodkiego zapachu kojarzonego z przyjemnością i poczuciem rozpieszczania się może być albo parujący kubek, albo... świece i woski Yankee Candle. Amerykańskiej firmie udało się bowiem idealnie odwzorować czekoladowy aromat, tworząc zapach Whoopie Pie!.

Whoopie Pie! oczarowało mnie do tego stopnia, że gdy tylko pojawiała się okazja uzupełniałam swój zapas tego zapachu. Paliłam już woski i samplery (w kawałkach w kominku), gdy dojrzała we mnie potrzeba sprawienia sobie dużego słoja, świecy o czasie palenia w granicach 130 h. Jak się wkrótce okazało, świeca palona często zaczęła szybko znikać i nadal, co jakiś czas, dokupowałam woski "na wszelki wypadek" ;-)


Spotkałam się z opiniami, że Whoopie Pie! pachnie jak brownies i coś w tym jest. Dla mnie to zapach wilgotnego od czekoladowej esencji ciasta, słodkiego, "gęstego" i pysznego jak marzenie. Mogłabym go palić cały rok, choć największy smak mam na niego jesienią i zimą. Szczerze polecam wypróbowanie go, jeśli trafi się okazja. Jest to moim zdaniem jeden z tych zapachów od YC, które po prostu trzeba znać, zwłaszcza jeśli jest się fanem słodkości. Co ciekawe, zaspokaja on w sporej mierze mój apetyt na czekoladę :D

4 września 2014

Pachnące podsumowanie sierpnia

Po skromnym czerwcu i lipcu sierpień okazał się dość bogaty w zakupy. Przybyło mi kilka zapachów, które chciałam wypróbować od dawna (Christmas Cupcake, Under the Palms), a także takie, które już znałam, ale liczyłam na ich powrót do mojego zbiorku (Tulips, Blissful Autumn). Kupowałam je wiedząc, że albo już są trudno dostępne, albo staną się takie wkrótce.


Z nowości jesiennych od Kringle Candle przybył mi póki co jeden zapach, za to w dwóch formach. Zauroczona zapachem daylighta, kupiłam wosk. Liczę na to, że zapach będzie nieco bardziej intensywny, bo nie ukrywam - killery to jest to ;-)


Skusiłam się ponadto na jedną świecę. Dumałam nad nią długo, bo miałam kilka ciekawych propozycji, między innymi (oprócz Buttercream w tumblerze) Buttercream w dużej świecy oraz średni Tulips. Ten ostatni zwłaszcza testował moją wolę i powiem szczerze, że poczułam pewną ulgę, gdy w końcu zniknął ze sklepowej półki. Jednak 80 zł za średnią świecę to trochę za dużo. Ku mojej wielkiej radości wkrótce wyhaczyłam ten zapach w samplerach i udało mi się zrobić mały zapas.


Powyższym zapachom poświęcę jeszcze osobne wpisy, a póki co przystępuję do testowania :D

1 września 2014

Kringle Candle - Pumpkin Frosting

Ostatnio z  niecierpliwością wyczekiwałam nowych jesienno-zimowych zapachów od Kringle Candle, więc ucieszyła mnie bardzo możliwość przetestowania jednego z nich. Przypomnę, że wśród nowości znaleźć można zapachy takie jak Apple Chutney, White Woods, Jingle all the Way, Pumpkin Patch oraz Pumpkin Frosting. Temu ostatniemu poświęcony jest dzisiejszy wpis.

(źródło: http://www.kringle-shop.at)

W Pumpkin Frosting nie wyczuwam dynii - zawiera za to dużo słodyczy, nieco ciasteczkowości i szczyptę przypraw. Jest bardzo przyjemny i przytulny, dla łasucha stanowi pozycję obowiązkową na nadchodzącą jesień :-)

Zapach mam w formie daylighta, który zgodnie z obietnicą producenta pali się około 12 godzin. Jak wszystkie świeczki i świece od Kringle Candle (i Yankee Candle również) daylight dopala się do ścianek i dzięki temu pali się równomiernie do samego dna. Najlepiej rozłożyć palenie na 2 razy po 6 godzin, lub trzy razy po 4 godziny, aby uniknąć pozostawiania resztki wosku na dnie świeczki, która mogłaby się już nie odpalić. Intensywność zapachu jest zadowalająca, choć przy średniej wielkości pomieszczeniu (ok 20m2) lepiej sprawdzają się woski zapachowe i większe świece. Dla mnie zapach był wyczuwalny, choć słabszy niż w przypadku wosków i świec o większym gabarycie. Z kolei dla odwiedzającej mnie akurat koleżanki zapach był wyrazisty i w pełni satysfakcjonujący. Widać więc, że odbiór zależy od osoby. Wiem jedno - daylight zachęcił mnie do kupna wosku (lub wosków ;-)) z tej linii w najbliższym czasie.

Daylight otrzymałam dzięki uprzejmości właściciela sklepu Home & Gifts Boutique w Toruniu. Ten i inne nowe zapachy od Kringle Candle są tam już dostępne w regularnej sprzedaży.


29 sierpnia 2014

Yankee Candle - Juicy Peach

Spośród letnich owoców sezonowych brzoskwinia należy do moich ulubionych. Soczysta, nie przesadnie słodka jest idealną towarzyszką na wakacje. Niestety lato nie trwa wiecznie i szukałam wiernie odwzorowanego zapachu brzoskwiń, by zatrzymać tę porę roku ze sobą nieco dłużej. Dotychczas odkryłam idealną brzoskwinię w balsamie do ciała The Body Shop z serii Vineyard Peach, oraz w herbacie Lipton Peach Mango. Dziś dołącza do nich wosk Yankee Candle o zapachu Juicy Peach.


Nazwa zapachu jest w pełni adekwatna - po roztopieniu się wosku otrzymujemy świetnie odwzorowany zapach dojrzałej, soczystej brzoskwini. Zapach jest intensywny, ale nie jest killerem. Ma w sobie taką przyjemną łagodność, dzięki czemu mimo swojej mocy nie przyprawia nikogo o ból głowy. Słodycz również została dobrze zrównoważona, dzięki czemu zapach nie mdli. Moim zdaniem jest po prostu taki, jaki być powinien zgodnie z opisem producenta ;-)


Również trwałość jest dobra, zapach nie wietrzeje zbyt szybko. Ćwiartka tarty pachniała przez równo jeden tealight, co przekłada się na około 3-3,5 godziny. Łatwo więc policzyć, że wydajność wosku jest większa, niż zapewnia producent, gdyż tarta wydzielała zapach przez 12-13 godzin.

25 sierpnia 2014

O pielęgnacji z The Body Shop

Po dłuższym ciągu wpisów poświęconych Yankee Candle dziś wracam do tematu kosmetyczno-pielęgnacyjnego ;-) Mianowicie napiszę o kosmetykach marki The Body Shop, jednej z moich ulubionych. Dwa omawiane produkty należą co prawda do jednej kategorii kosmetyków nawilżających do ciała, jednak są od siebie bardzo różne.

Pierwszym z nich jest lotion/balsam z serii Early Harvest Raspberry, pachnący po prostu malinowo. Ma lekką, wodną (ale nie wodnistą) konsystencję i wchłania się prawie do końca. Jest idealny do mniej przesuszonych partii ciała, nie zrobi również krzywdy nałożony na dekolt czy ramiona. Ja stosuję go wtedy, gdy nie mam czasu lub ochoty na "porządne" smarowanie się bardziej treściwym masłem lub kremem do ciała. Do codziennej pielęgnacji skóry normalnej jest w pełni wystarczający. 










Skóra sucha pokocha jednak drugi z recenzowanych dziś kosmetyków - masło do ciała z fioletowej serii Passion Fruit o zapachu marakui. Zauważyłam już, że masła TBS zależnie od serii mają albo zbitą, faktycznie maślaną konsystencję (np. kokosowe), albo gęstą i kremową jak omawiane właśnie masło marakujowe. Mimo różnej konsystencji, wszystkie używane przeze mnie masła TBS miały podobne działanie - nawilżały i natłuszczały skórę, pozostawiając bardzo dobry efekt na wiele godzin. Informacja o konsystencji może być istotna jedynie w kontekście łatwiejszego nakładania maseł o konsystencji gęstego kremu, niż tych twardszych i zbitych. Dla mnie nie robi to różnicy ;-)


Masło Passion Fruit jest trzecim (po Shea i kokosowym) masłem od TBS, które gości w mojej kosmetyczce. Jestem pewna, że nie ostatnim, gdyż kusi mnie wiele spośród dostępnych zapachów, m. in. migdałowe i boska Chocomania.

15 sierpnia 2014

Yankee Candle - Orange Dreamsicle


Ostatnie chłodniejsze dni przypomniały mi, że lato nie będzie trwać wiecznie, a zimą nie będę miała ochoty na typowo letnie soczyście owocowe zapachy. Przeglądając zapasy zdecydowałam się wypróbować dziś Orange Dreamsicle - zapach, który wg producenta jest zapachem pomarańczowego sorbetu z lodami waniliowymi w tle.


Trzeba przyznać, że zapach jest bardzo ładny. Pomarańcze i wanilia dają mu świeżość i słodycz, jest soczysty i nie ma w sobie nic z ulepka. Pachnie (i wygląda) dokładnie jak olejek ze słodkich pomarańczy, który kiedyś zamówiłam ze strony Zrób Sobie Krem.
Niestety, w opozycji do pięknej kompozycji zapachowej stoi dość słaba moc. Siedzę 4 m od kominka i czuję ledwo cień zapachu. Może w mniejszym pokoju by się sprawdził, ale w moim średniej wielkości (ok 20m2) zapach niestety ginie. Wyraźnie czuć go jedynie w najbliższym sąsiedztwie kominka. Szkoda, bo Orange Dreamsicle jest najładniejszą pomarańczą od YC, jaką miałam okazję wąchać.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...