11 września 2014

Yankee Candle - Pink Sands

Pink Sands jest dla mnie zapachem szczególnym - pierwszym zapachem od Yankee Candle, który poznałam w wosku i zarazem pierwszym, który trzy miesiące później kupiłam w świecy. Mam do niego ogromny sentyment, wszak dzięki udanemu pierwszemu zakupowi dziś poznałam już ponad 70 zapachów od Yankee i powoli wgryzam się też w temat Kringle Candle. Okazało się, że właśnie takiej domowej aromaterapii mi brakowało, by łatwiej przetrwać zimę, z jej niskimi temperaturami i krótkimi dniami.



Nie mam w tej chwili wosków w tym zapachu, natomiast na mojej półce wciąż stoi na wpół pełny średni słój. Wczoraj zapaliłam go po raz pierwszy od kilku miesięcy i na nowo się zachwyciłam tym zapachem, którego nut nie potrafię jednak wyodrębnić. Jedni czują w nim kwiaty, inni melona. Ja czuję wyważoną kompozycję słodyczy i świeżości, niczym w damskich perfumach. Nie czuję w Pink Sands nic spożywczego, wręcz przeciwnie - zapach pasuje też mojemu chłopakowi, który czasem narzeka mi na moje kremowo-ciasteczkowe zapachy, że powodują u niego burczenie w brzuchu ;-)






Wspomogłam palenie się słoja dwoma wetkniętymi przy knocie zapałkami, gdyż moja świeca bywa nieco kapryśna i w chłodniejszym pokoju czasem nie chce sama dopalić się do ścianek. Średnia Pink Sands jest jedną z najmocniejszych świec, jakie mam. Po około 3 godzinach palenia postanowiłam ją zgasić, gdyż zapach szczelnie wypełnił już całe mieszkanie. Nie wiem, czy po wypaleniu świecy kupię ją ponownie, ale z całą pewnością zawsze będę mieć w zapasach przynajmniej jeden wosk, by przywołać tę ciepłą, elegancką atmosferę różowych piasków.

6 września 2014

Yankee Candle - Whoopie Pie!

Wraz ze zbliżającą jesienią coraz częściej pojawiają się myśli, by wieczór spędzić w kręgu światła małej lampki, z mięciutkim kocem i kubkiem gorącej czekolady w dłoni. Źródłem słodkiego zapachu kojarzonego z przyjemnością i poczuciem rozpieszczania się może być albo parujący kubek, albo... świece i woski Yankee Candle. Amerykańskiej firmie udało się bowiem idealnie odwzorować czekoladowy aromat, tworząc zapach Whoopie Pie!.

Whoopie Pie! oczarowało mnie do tego stopnia, że gdy tylko pojawiała się okazja uzupełniałam swój zapas tego zapachu. Paliłam już woski i samplery (w kawałkach w kominku), gdy dojrzała we mnie potrzeba sprawienia sobie dużego słoja, świecy o czasie palenia w granicach 130 h. Jak się wkrótce okazało, świeca palona często zaczęła szybko znikać i nadal, co jakiś czas, dokupowałam woski "na wszelki wypadek" ;-)


Spotkałam się z opiniami, że Whoopie Pie! pachnie jak brownies i coś w tym jest. Dla mnie to zapach wilgotnego od czekoladowej esencji ciasta, słodkiego, "gęstego" i pysznego jak marzenie. Mogłabym go palić cały rok, choć największy smak mam na niego jesienią i zimą. Szczerze polecam wypróbowanie go, jeśli trafi się okazja. Jest to moim zdaniem jeden z tych zapachów od YC, które po prostu trzeba znać, zwłaszcza jeśli jest się fanem słodkości. Co ciekawe, zaspokaja on w sporej mierze mój apetyt na czekoladę :D

4 września 2014

Pachnące podsumowanie sierpnia

Po skromnym czerwcu i lipcu sierpień okazał się dość bogaty w zakupy. Przybyło mi kilka zapachów, które chciałam wypróbować od dawna (Christmas Cupcake, Under the Palms), a także takie, które już znałam, ale liczyłam na ich powrót do mojego zbiorku (Tulips, Blissful Autumn). Kupowałam je wiedząc, że albo już są trudno dostępne, albo staną się takie wkrótce.


Z nowości jesiennych od Kringle Candle przybył mi póki co jeden zapach, za to w dwóch formach. Zauroczona zapachem daylighta, kupiłam wosk. Liczę na to, że zapach będzie nieco bardziej intensywny, bo nie ukrywam - killery to jest to ;-)


Skusiłam się ponadto na jedną świecę. Dumałam nad nią długo, bo miałam kilka ciekawych propozycji, między innymi (oprócz Buttercream w tumblerze) Buttercream w dużej świecy oraz średni Tulips. Ten ostatni zwłaszcza testował moją wolę i powiem szczerze, że poczułam pewną ulgę, gdy w końcu zniknął ze sklepowej półki. Jednak 80 zł za średnią świecę to trochę za dużo. Ku mojej wielkiej radości wkrótce wyhaczyłam ten zapach w samplerach i udało mi się zrobić mały zapas.


Powyższym zapachom poświęcę jeszcze osobne wpisy, a póki co przystępuję do testowania :D

1 września 2014

Kringle Candle - Pumpkin Frosting

Ostatnio z  niecierpliwością wyczekiwałam nowych jesienno-zimowych zapachów od Kringle Candle, więc ucieszyła mnie bardzo możliwość przetestowania jednego z nich. Przypomnę, że wśród nowości znaleźć można zapachy takie jak Apple Chutney, White Woods, Jingle all the Way, Pumpkin Patch oraz Pumpkin Frosting. Temu ostatniemu poświęcony jest dzisiejszy wpis.

(źródło: http://www.kringle-shop.at)

W Pumpkin Frosting nie wyczuwam dynii - zawiera za to dużo słodyczy, nieco ciasteczkowości i szczyptę przypraw. Jest bardzo przyjemny i przytulny, dla łasucha stanowi pozycję obowiązkową na nadchodzącą jesień :-)

Zapach mam w formie daylighta, który zgodnie z obietnicą producenta pali się około 12 godzin. Jak wszystkie świeczki i świece od Kringle Candle (i Yankee Candle również) daylight dopala się do ścianek i dzięki temu pali się równomiernie do samego dna. Najlepiej rozłożyć palenie na 2 razy po 6 godzin, lub trzy razy po 4 godziny, aby uniknąć pozostawiania resztki wosku na dnie świeczki, która mogłaby się już nie odpalić. Intensywność zapachu jest zadowalająca, choć przy średniej wielkości pomieszczeniu (ok 20m2) lepiej sprawdzają się woski zapachowe i większe świece. Dla mnie zapach był wyczuwalny, choć słabszy niż w przypadku wosków i świec o większym gabarycie. Z kolei dla odwiedzającej mnie akurat koleżanki zapach był wyrazisty i w pełni satysfakcjonujący. Widać więc, że odbiór zależy od osoby. Wiem jedno - daylight zachęcił mnie do kupna wosku (lub wosków ;-)) z tej linii w najbliższym czasie.

Daylight otrzymałam dzięki uprzejmości właściciela sklepu Home & Gifts Boutique w Toruniu. Ten i inne nowe zapachy od Kringle Candle są tam już dostępne w regularnej sprzedaży.


29 sierpnia 2014

Yankee Candle - Juicy Peach

Spośród letnich owoców sezonowych brzoskwinia należy do moich ulubionych. Soczysta, nie przesadnie słodka jest idealną towarzyszką na wakacje. Niestety lato nie trwa wiecznie i szukałam wiernie odwzorowanego zapachu brzoskwiń, by zatrzymać tę porę roku ze sobą nieco dłużej. Dotychczas odkryłam idealną brzoskwinię w balsamie do ciała The Body Shop z serii Vineyard Peach, oraz w herbacie Lipton Peach Mango. Dziś dołącza do nich wosk Yankee Candle o zapachu Juicy Peach.


Nazwa zapachu jest w pełni adekwatna - po roztopieniu się wosku otrzymujemy świetnie odwzorowany zapach dojrzałej, soczystej brzoskwini. Zapach jest intensywny, ale nie jest killerem. Ma w sobie taką przyjemną łagodność, dzięki czemu mimo swojej mocy nie przyprawia nikogo o ból głowy. Słodycz również została dobrze zrównoważona, dzięki czemu zapach nie mdli. Moim zdaniem jest po prostu taki, jaki być powinien zgodnie z opisem producenta ;-)


Również trwałość jest dobra, zapach nie wietrzeje zbyt szybko. Ćwiartka tarty pachniała przez równo jeden tealight, co przekłada się na około 3-3,5 godziny. Łatwo więc policzyć, że wydajność wosku jest większa, niż zapewnia producent, gdyż tarta wydzielała zapach przez 12-13 godzin.

25 sierpnia 2014

O pielęgnacji z The Body Shop

Po dłuższym ciągu wpisów poświęconych Yankee Candle dziś wracam do tematu kosmetyczno-pielęgnacyjnego ;-) Mianowicie napiszę o kosmetykach marki The Body Shop, jednej z moich ulubionych. Dwa omawiane produkty należą co prawda do jednej kategorii kosmetyków nawilżających do ciała, jednak są od siebie bardzo różne.

Pierwszym z nich jest lotion/balsam z serii Early Harvest Raspberry, pachnący po prostu malinowo. Ma lekką, wodną (ale nie wodnistą) konsystencję i wchłania się prawie do końca. Jest idealny do mniej przesuszonych partii ciała, nie zrobi również krzywdy nałożony na dekolt czy ramiona. Ja stosuję go wtedy, gdy nie mam czasu lub ochoty na "porządne" smarowanie się bardziej treściwym masłem lub kremem do ciała. Do codziennej pielęgnacji skóry normalnej jest w pełni wystarczający. 










Skóra sucha pokocha jednak drugi z recenzowanych dziś kosmetyków - masło do ciała z fioletowej serii Passion Fruit o zapachu marakui. Zauważyłam już, że masła TBS zależnie od serii mają albo zbitą, faktycznie maślaną konsystencję (np. kokosowe), albo gęstą i kremową jak omawiane właśnie masło marakujowe. Mimo różnej konsystencji, wszystkie używane przeze mnie masła TBS miały podobne działanie - nawilżały i natłuszczały skórę, pozostawiając bardzo dobry efekt na wiele godzin. Informacja o konsystencji może być istotna jedynie w kontekście łatwiejszego nakładania maseł o konsystencji gęstego kremu, niż tych twardszych i zbitych. Dla mnie nie robi to różnicy ;-)


Masło Passion Fruit jest trzecim (po Shea i kokosowym) masłem od TBS, które gości w mojej kosmetyczce. Jestem pewna, że nie ostatnim, gdyż kusi mnie wiele spośród dostępnych zapachów, m. in. migdałowe i boska Chocomania.

15 sierpnia 2014

Yankee Candle - Orange Dreamsicle


Ostatnie chłodniejsze dni przypomniały mi, że lato nie będzie trwać wiecznie, a zimą nie będę miała ochoty na typowo letnie soczyście owocowe zapachy. Przeglądając zapasy zdecydowałam się wypróbować dziś Orange Dreamsicle - zapach, który wg producenta jest zapachem pomarańczowego sorbetu z lodami waniliowymi w tle.


Trzeba przyznać, że zapach jest bardzo ładny. Pomarańcze i wanilia dają mu świeżość i słodycz, jest soczysty i nie ma w sobie nic z ulepka. Pachnie (i wygląda) dokładnie jak olejek ze słodkich pomarańczy, który kiedyś zamówiłam ze strony Zrób Sobie Krem.
Niestety, w opozycji do pięknej kompozycji zapachowej stoi dość słaba moc. Siedzę 4 m od kominka i czuję ledwo cień zapachu. Może w mniejszym pokoju by się sprawdził, ale w moim średniej wielkości (ok 20m2) zapach niestety ginie. Wyraźnie czuć go jedynie w najbliższym sąsiedztwie kominka. Szkoda, bo Orange Dreamsicle jest najładniejszą pomarańczą od YC, jaką miałam okazję wąchać.

13 sierpnia 2014

Yankee Candle - Red Velvet


Red Velvet był jednym z pierwszych zapachów od Yankee Candle, który mnie zauroczył i drugim, który kupiłam w słoju. Już sam kolor wosku jest piękny - głęboka, elegancka czerwień. Zapach opisany jest jak marzenie każdego łasucha ;-) Red Velvet został już wycofany z polskiej dystrybucji, choć nadal można go dostać w wielu sklepach i na allegro. W USA pozostaje normalnie dostępnym zapachem, zmieniła się jedynie szata graficzna etykietki.

Dla mnie Red Velvet pachnie biszkoptem z kremem. Gdy go czuję wyobraźnia podsuwa mi smakowite obrazy ciasta z czerwoną (truskawkową?) galaretką na jasnym spodzie, przełożonym grubą warstwą jasnego kremu śmietankowego. Sam zapach nie zawiera nut owocowych, ale całość zapachu sprawia, że właśnie na takie ciasto ma się ogromną ochotę ;-) Samego ciasta Red Velvet nigdy nie jadłam, ale jeśli pojawi się okazja, to na pewno spróbuję.










Średni słój z illumą pali się idealnie. Nie wymaga kombinowania z folią czy zapałkami. Rozpala się do ścianek w regulaminowe 3 godziny. Mam RV jeszcze w kilku woskach, ale poważnie rozważam zrobienia małego zapasu, gdy pojawią się znów na allegro. Świeca pięknie prezentuje się nocą, dzięki illumie wyglądając jak pachnący słodko lampion. Nadaje każdemu wnętrzu niesamowity klimat.










12 sierpnia 2014

Yankee Candle - Blissful Autumn


Blissful Autumn należy do zapachów już wycofanych, choć wciąż można go kupić w niektórych formach (samplery, tumblery, świece). Dla mnie była to miłość od pierwszego niuchnięcia, od pierwszych minut topienia tealighta w kominku wiedziałam, że muszę mieć ten zapach w świecy. Gdy w końcu go dopadłam na stronie Zapachu Domu, pojawiła się myśl "a co będzie, gdy średnia świeca mi się skończy?!". Brzmi to może trywialnie w momencie pierwszego odpalenia świecy mającej szacowany czas palenia w granicach 65-90 h, ale... myśl o tym, by zrobić większy zapas tego zapachu nadal gdzieś tam tkwi.

W Blissful Autumn czuję przede wszystkim dojrzałe gruszki z przyprawami, na kształt musu owocowego w kruchym cieście. Jest niesamowicie smakowity, ale nie przesłodzony. Faktycznie pachnie jesienią, ale taką rześką, słoneczną i kolorową jesienią. W piekarniku dochodzi ciasto z gruszkami a kuchnia pachnie słodkimi przyprawami. Są zapachy odświeżające, są uspakajające... ten jest po prostu pyszny i natychmiastowo poprawiający humor. Wystarczy rozpalić świecę by pojawiła się nachalna myśl o pójściu na targ, kupieniu kilograma gruszek i ukręceniu czegoś przepysznego ;-)








Jak widać na zdjęciach wspomagam swoją średnią świecę dodatkowymi "knotami" z zapałek, gdyż świeczka ma niestety skłonności do tunelowania. Liczę na to, że to tylko problem z tym konkretnym egzemplarzem i gdy kupię duży słój, to ten będzie się już palił bez problemów :-)

11 sierpnia 2014

Yankee Candle - Napa Valley Sun

O słynnej Napie naczytałam się wystarczająco dużo zachwytów, by przy pierwszej okazji bez namysłów kupić wosk. Naklejka na wosku obiecuje spokojny, relaksujący zapach, w sam raz na letnie popołudnie.


Roztopiony wosk daje aromat, w którym trudno wyszczególnić mi konkretne nuty zapachowe. Są jakby delikatne cytrusy, wanilia i bliżej nieokreślona kremowość. Znawczynie perfum pewnie wyszczególniłyby również bursztyn, o którym pisze producent, jednak ja nie mam aż takich zdolności olfaktorycznych. Dla mnie jest miło, elegancko i subtelnie słodko. Rozumiem, dlaczego ktoś mógłby zakochać się w tym zapachu, jednak ja pozostanę przy swoich ulubionych zapachach prosto z cukierni ;-)

Zapach ma dobrą moc i trwałość. Wsypałam do kominka naprawdę niewiele wosku, ale zapach wypełnił pokój (ok 20m2) i część korytarza. Nie jest on killerem, ale nie jest to w żadnym wypadku wada. Moim zdaniem moc i trwałość zostały optymalnie dobrane do tego zapachu, stworzonego jako przyjemne tło dla leniwych, letnich popołudni z kieliszkiem wina w dłoni i książką :-)

Szczerze polecam polować na ten wosk, pojawia się on od czasu do czasu na allegro. Nawet jeśli nie zakochacie się w nim natychmiast, to warto go mieć w swoich zbiorach - jest idealny, gdy chciałoby się przywołać zapach relaksu, komfortu i bezpieczeństwa.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...